Młodzi, gniewni

Stosunkowo niedawno, jakieś 4,5 roku temu, kiedy nie miałam jeszcze męża, ba! nawet faceta u boku i beztrosko żyłam w swoim małym, fajnym świecie, obserwowałam ludzi. Nie raz byłam świadkiem scen typu: rozwrzeszczane dziecko w sklepie, na ulicy, leży i płacze, matka stoi i widać, że ma ochotę zapaść się pod ziemię, albo krzyczy tak, że masz ochotę podejść i zwrócić uwagę. Matka w restauracji, która daje swoim dzieciom smartfony do obiadu byleby jadły, albo taka, która nie zwraca uwagi na to, co robią jej dzieci puszczone samopas ( tu akurat mi zostało, w sensie nerw na takich rodziców).

Generalnie, żeby było jasne, nigdy nie byłam z tych, co im wszędzie dzieci przeszkadzają, absolutnie! Wiadomo, jak lecisz na szalone wakacje z przyjaciółkami  i już w samolocie zaczynasz imprezę, to wolałabyś nie mieć za sobą płaczących, cały lot dzieci (ale są gorsze grupy, których znieść nie mogę). Zawsze byłam tolerancyjna do odpowiedniej granicy, bo nie ukrywam, dzieci specjalnie nie lubię. Tzn obcych dzieci of course 🙂 Nigdy nie byłam typem urodzonej przedszkolanki, co to do każdego dziecka od razu pała miłością nieskończoną.

W każdym razie, jak obserwowałam takie sceny małych buntowników, to zawsze miałam w głowie, ja.. ja! to tak na pewno nie będę miała. To jest hit! Jakby tak wtedy ktoś z przyszłości pokazał mi, z czym będę się mierzyć za 4 lata, to bym się nieźle zdziwiła. 🙂 Wpis ten więc będzie pokrótce o buncie, u mnie akurat 2 latki, ale podejrzewam, że matki i starszych i młodszych odnajdą w tym tekście kawałek swojego życia.

Foch, więc idę spać.

Moje dziecko przez pierwszy rok swojego życia, było aniołem. Totalnie. Wszystko, co najlepsze od niej dostałam: każda noc przespana, żadnych kolek, płaczliwych nocy, chorób, problemów z jedzeniem itp. Sytuacja zaczęła się zmieniać diametralnie, kiedy moje dziecko skończyło 1,5 roku, a istne apogeum dzieje się teraz. Większość pozostało, rozpoczął się jednak klasyczny bunt: słowo „nie” na wszystko jest słowem ulubionym, ukochanym wręcz, w każdej sytuacji. Nie, będę spała, nie będę się  ubierać, nie będę teraz z tobą rozmawiać, nie wyjdę ze sklepu, nie wejdę do sklepu, nie wejdę do auta, nie wyjdę z auta 😀 Chyba jedynie ze żłobkiem ( ODPUKAĆ!!!! ) nie ma problemu. Zawsze chętnie chodzi i wychodzi. Odbieram Ją ze żłobka w znakomitym nastroju, a już w czasie powrotu do domu ( jakieś 3-4 min autem), Jej humor potrafi zmienić się o 180 stopni. Jako matka, która na wszystko szuka odpowiedzi, przeczytałam już milion publikacji na temat buntów dzieci. I choć wiem, że jest to proces zupełnie normalny, u jednego dziecka przechodzi łagodnie, u drugiego hardcore. To nadal są momenty, w których nie ogarniam. Nie potrafię zrozumieć, czuję się jak najgorsza matka świata, kiedy tracę cierpliwość i zamiast spokojnej rozmowy z dzieckiem, podniosę głos, albo powiem coś, czego potem żałuję. Staram się być konsekwentna, ale my mamy, posiadamy też pewne granice cierpliwości i pokłady spokoju, które kiedyś się kończą.

Sprzątania nie będzie!

Jak ja teraz dobrze rozumiem te matki, co stoją na środku sklepu i patrzą na te swoje pociechy, wijące się po podłodze jak dzikie węże. Tak bardzo jak je kochają, tak intensywnie zapala się czerwona lampka, z alarmowym hasłem „zaraz wybuchnę, proszę się odsunąć”. Rozumiem, jak matki po 20 min tłumaczenia, proszenia, obiecywania, grożenia, że już nigdy więcej żadnej bajki, po prostu biorą na ręce małego „terrorystę” i go siłą wynoszą. Rozumiem smartfona z bajką w restauracji, żeby szczęśliwie i nie przeszkadzając całej restauracji dotrwać do wyczekiwanego posiłku. Rozumiem też dużo więcej i chyba powoli przygotowuje się na kolejne ekscesy w wykonaniu mojej rezolutnej 2 latki. Co więcej, widzę, czuję na sobie spojrzenia takich, jak ja niespełna 5 lat temu i co robię? Uśmiecham się pod nosem i myślę sobie, że ten kto mnie obserwuje, jeszcze nie wie… co gorsza, pewnie ocenia, co z niej za matka, że jej dziecko takie niegrzeczne, że krzyczy, że nie słucha. Mam też przykład w drugą stronę. Ostatnio byłyśmy z M. pierwszy raz w kinie na porankach dla dzieci. Moje dziecko jako wierna fanka Psiego Patrolu ( pozdrawiamy małego B. –  drugi psychofan ) cały seans ( 50 min) siedziała jak zaczarowana, czułam, dosłownie, czułam na sobie wzrok innych rodziców, których dzieci były zainteresowane bajką nie dłużej, niż 5 min. Wiem, co sobie myśleli, ale ma szczęście, jakie grzeczne dziecko bla bla.. Generalnie się zgadza, jest grzeczna i ułożona, ale przechodzi też bunt w najgorszy możliwy sposób. Widzicie więc, jak pozory mylą, jak widzimy rodziców z dziećmi w sklepie to zaledwie 2-5 min wycinka z ich życia, nie wiesz jak ich pociechy zachowują się na co dzień, nie wiesz czy ten krzyk i płacz nie jest spowodowany np. złym samopoczuciem, albo zmęczeniem itp.

Mam więc prośbę, nie oceniaj, nawet jak jesteś już rodzicem. Oceniaj siebie, patrz na siebie, analizuj swoje zachowania i relacje. A Wam  drogie mamy ( i ojcowie również)  spokoju i cierpliwości. Pozwólcie sobie czasem na błędy i porażki, na chwile słabości, każdy z nas je ma. Bądźcie wyrozumiali dla swoich małych buntowników, którzy tak naprawdę przechodzą ciężki okres, tak samo jak Wy.

I dużo miłości !!! Tyle, ile mieści to serce poniżej! Jesteśmy dziś razem z WOŚP !!!

M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *