W zdrowiu i chorobie…

Są w naszym życiu momenty, kiedy praca mojego męża to dla nas błogosławieństwo.

Jednym z nich jest moment, kiedy dopada nas, a konkretnie córkę choróbsko. W swojej karierze M. na szczęście nie ma wielu tygodni spędzonych w domu. Nie opuszcza żłobka na dłużej niż tydzień, ale przeziębienie ze wskazaniem na pozostanie w domu, się zdarza.

Dziecko w chorobie part 1.

Co się dzieje, kiedy słyszysz od lekarza tydzień w domu? Tydzień urlopu i opieki nad dzieckiem, projekty leżą odłogiem, bo przy dziecku nic nie zrobisz (przynajmniej przy moim, najlepiej przecież bawić się siedząc mamie na głowie). Po tygodniu niewychodzenia z domu, dla aktywnej mamy, która stara się dziecku zapewnić wiele ciekawych zajęć, powoli obie dostajemy ostro na głowę. Jestem z tych osób, które uważają, że zrównoważone życie zawodowe i rodzinne, to sukces i spokój w głowie. Czas urlopu macierzyńskiego, kiedy z M. byłyśmy 24 h razem, był czasem cudownym, ale cieszę się, że zdecydowałam o powrocie do pracy. Nie lubię siedzieć w 4 ścianach, stram się brać z życia co się da,  lubię, jak coś się dzieje, jak się czegoś uczę (stąd nasz kalendarz do końca maja jest już praktycznie w całości zaplanowany). Nie pamiętam weekendu, który cały spędziliśmy w domu nie robiąc nic (nie licząc 1 – w chorobie).

Dziecko w chorobie part 2. Kreatywne gotowanie.

Oprócz swojego spełnienia, jestem szczęśliwa patrząc jak moje dziecko rozwija się w żłobku. Trafiłam na super placówkę, do której moje dziecko biegnie wręcz z radością. Widzę jak w ciągu roku rozwinęła się pod każdym względem i jestem przekonana, że ja sama w domu bym jej tego nie zapewniła.

Wracając do tematu radzenia sobie w awaryjnych sytuacjach,

Jesteśmy szczęściarzami, bo w każdej chwili może przyjechać babcia, albo dziadek, ale to ma też swoje minusy. Ktoś jest cały czas u ciebie w domu, mniej prywatności, czasu na swoje zajęcia np. (joga), a poza tym gość w domu cały tydzień jednak męczy.

I tu rozpocznę pochwałę życia z gastromężem, który zarządza swoim czasem pracy, ma pracowników, którym może oddelegować specjalne zadania i jest dostępny dla rodziny. Nasz ostatni tydzień wyglądał następująco – mąż 8-16 w domu na dyżurze z dzieckiem, ja wracam, on wychodzi do pracy. Wiadomo, wiadomo może się trochę mijamy, ale wszystko da się nadrobić, albo za cenę krótszego snu, albo w nadchodzący weekend, kiedy jeden dzień będzie w całości dla nas.

I tu chciałabym podkreślić jak dobrze mieć męża, który ogrania życie.

Co mam na myśli? Nie dość, że super zajmuje się dzieckiem i widzę, jak dla obojga jest to cenny czas, to jeszcze ugotuje obiad, posprząta, a nawet wykona jakieś drobne prace „remontowe”, które czekały na wolną chwilę.

(Piękne są te nowe fugi ) Ja w tym czasie mogę ze spokojną głową udać się do pracy i robić swoje, wiedząc, że jedno z drugim świetnie się bawi.

Tak, tak moi drodzy, to jeden z nielicznych postów (oczywiście z przymrużeniem oka) , kiedy wychwalam gastromęża i jego wkład w nasze życie rodzinne.

Dziękuje A., że razem dajemy radę !


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *