Zawód męża? po raz pierwszy, drugi i trzeci

Lawendowa sala porodowa była moim trzecim etapem na ścieżce szpitalnej w porodzie małej W. Trzeci zatem raz odpowiadałam na te same pytania. Nie znają obiegu dokumentów? Sprawdzają, czy nie kłamiesz? Cudowna położna, na początku nieco oschła w kontakcie (co mnie, leżącej ZNOWU pod ktg i myślącej tylko o rozwarciu, specjalnie nie ruszyło) zapytała o zawód męża. Poza moim miała jeszcze 2 porody w fazie rozwojowej mocno krzyczącej. Gdy odpowiedziałam „kucharz”, pierwszy raz podniosła na mnie wzrok znad dokumentów i spojrzała mi w oczy.

– a to Pani ma dobrze!

Wybuchnęłam śmiechem. Zatrzymałam dla siebie, co pomyślałam. Padło jeszcze kilka pytań, po których dziarskim krokiem nastawiony przeze mnie do działania i zawezwany telefonicznie, wracaj, rodzimy, do sali wkroczył mój mąż. – Kochanie, pani pyta, dlaczego nie gotujesz w domu? – zażartowałam nie po raz ostatni w tym porodzie.

– Bo mnie nie ma – tzw.kurtyna. Przynajmniej szczerze.

Tak pokrótce z dużym B. przywołaliśmy na świat naszą córkę. Razem, szczerze, z żartem tam czy siam. Hardcorowo było też, oczywiście. A potem znowu śmiesznie, jak dużemu B. salowa rozsypała skarby z torby na podłogę, więc czarował w środku tej szczególnej nocy wszystkie obecne Panie i zapraszał wizytówkami do swojej restauracji, skoro takie Jego kuchni ciekawe. Tym razem mnie ruszyło. Jako ponownie świeża mama zdobywałam właśnie k2 swego pierwszego siusiu tuż po, a w głowie kołatała mi myśl, że duży B. wolnego na córkę nie weźmie.

A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *