Zaliczam bez męża

Jedną z ważących kwestii w życiu z gastromężem jest czas. Pisałyśmy już o niestandardowych, często niezgodnych z prawem pracy (aaaahhaaa haha) godzinach służby. Nawet, jeśli nie liczy się ich w dziesiątkach, to po prostu godziny aktywności gastromężów poza domem przypadają o innej porze, niż reszty #family. [M., co myślisz o pomyśle na biznes: żłobek/ grupa zabawowa dla gastromałżeństw? Skoro i tak jesteśmy z naszymi dziećmi w domach;)]

Wiadomo, że nie da się w życiu za wszystkim zdążyć. Coś musi nas ominąć, żeby coś innego miało wartość. Tych COŚów jednak dla gastromęża może być więcej, niż dla innych. I choć Jego miłość do naszego potomstwa jest niekwestionowana, nie oddam Mu wielu 1-razów, które musiały zdarzyć się przy mamusi. Patrzę na Ich miłość z podziwem i często wzruszeniem (ok, teraz jestem w ciąży, tych łez jest trochę więcej), pierwszy koncert, teatr, kino…Uwierzcie mi, zyskałam przez to wiele moich debiutów.

Jakkowiek to brzmi, zaliczałam i zaliczam bez męża różne debiuty z dzieciem jako fantastycznym (tak tak, bez wyjątku oczywiście) i jeśli nie pomoc rodziny lub przyjaciół, nieodłącznym towarzyszem:

-USG piersi (mojej) z 2-latkiem – miałam tremę, bo ciemno i mama w dziwnych okolicznościach z jakimś panem, ale stworki z nadmuchanej rękawiczki stanęły na wysokości zadania, pomysł pana doktora.

– depilacja w salonie z chyba roczniakiem w wózku (było ciężko, chciał chodzić, a ja raczej chciałam leżeć bez ruchu, żeby skończyć jak najszybciej. Przyznaję, tu z pomocą przyszedł smartfon i youtube. Młody był w szoku, bo to nowość była, więc zrobiłam przy okazji 2 brwi, nie jedną).

– auto od mechanika z drugiego końca miasta po pracy i żłobku plus wypad na tygodniowe zakupy – żaden problem.

– fryzjer z biegającym 2-latkiem- stał się cud, zrobił sobie drzemkę na kanapie (2-latek).

-podróże – z dzieciem i psem to pikuś – o podróżach będzie jeszcze na pewno, M. zaciera na pewno rączki do pisania na samą myśl. Zaliczyłam jednak sporo rodzajów podróży z podopiecznymi bez męża: komunikacja miejska, pociąg, auto. Ostatnio odwiedziliśmy nawet prawdziwą lokomotywę, ale to tajemnica;)

– weekendy z rodziną/przyjaciółmi bez gastromęża oczywiście też.

– kurs angielskiego z niemowlakiem- zaliczyłam, przez Skype’a ostatecznie, ale zawsze;)

-zakupy takie na 2 tygodnie z wkładającym do ust wszystkie możliwe opakowania dzieciem, płacz w kilometrowej kolejce do kasy, ucieczki z kilometrowej kolejki. Jak ktoś myśli, że to banał, polecam w przypadku braku adrenaliny.

– niezliczone kilometry spacerowe, które przeszliśmy, wysyłając tacie zdjęcia i filmiki.

zdjęcia z rodzinnego albumu A. 2017

– na niektóre debiuty brakuje mi odwagi albo na szczęście wystarcza rozumu. Nie poszłam np. z ponad 3-letnim Młodym do gino. Przełożyłam, tracąc pół dnia w pracy, ale zyskując na zdrowiu psychicznym syna i swoim.

W styczniu zaczynam szkołę rodzenia, pewnie w towarzystwie mojego 3-latka, też się będzie działo:P A potem czekają mnie debiuty w podwójnym towarzystwie, niech ktoś trzyma kciuki, mnie ręki braknie:P:P

Dedykuję ten wpis nie tylko gastrorodzinom, ale też MK – fantastycznej matce, żonie zawodowego kierowcy, pokłony i Ona wie, jak bardzo szanuję Ją za Jej siłę. Bywa sama z podopiecznymi tygodniami, też ze względu na pracę męża.

Życie z gastromężem szybko uczy, żeby różne aktywności podejmować osobno, bo razem bywa statystycznie rzadziej. Mamy z naszymi gastromałżami mniej czasu, więc często „jesteśmy bardziej”. Kłócimy się pewnie tak często, jak inni, ale szybko się godzimy (prawda, Kochanie?), po choinkę możemy jechać i przed wieczorem, byleby zdążyć razem ubrać, samemu to nie frajda, itd.

Jak Wasze powroty do rzeczywistości po świętach? Dla mnie ten czas jest podwójnie magiczny, bo jesteśmy ze sobą, bardziej niż na co dzień i potem za tym tęsknię. Jest jakaś pozytywna strona tego, że czas leci (za)szybko, za chwilę kolejne święta;)

A.

Mąż kucharz – historia prawdziwa

Nasze ulubione stwierdzenie: „Ooo masz męża kucharza, ale musisz mieć dobrze. Na pewno gotuje Tobie same dobre rzeczy..” 

Tak, co dzień na śniadanie i kolacje jemy homara, ostrygi i wymyślne dania wszelakich kuchni świata. Co dzień menu jest różnorodne i dania nigdy się nie powtarzają. Nasi mężowie po pracy ochoczo wskakują w kolorowe fartuszki i pichcą nam 5 zbilansowanych posiłków. Ich kreatywność i wyobraźnia kulinarna sięgają wyżyn właśnie w domu. W szaleńczym wirze tworzą nowe połączenia smakowe. A po wszystkim dokładnie sprzątają kuchnie, myją gary, a przy okazji machną całe mieszkanie..

Taka jest rzeczywistość, w waszej wyobraźni. A jak jest naprawdę?

Częściej to my gotujemy w domu, a nasi mężowie z nieskrywaną radością pałaszują ( o ile jest czas na jedzenie) najzwyklejsze, domowe obiady. Po przygodach z rożnymi „egzotycznymi” produktami w pracy, w domu najlepiej smakuje przysłowiowy schabowy zrobiony przez kogoś innego. Kiedy za przykład dam Wam załóżmy programistę czy księgową, myślicie, że po powrocie do domu marzą tylko o tym, żeby znów usiąść do komputera? Raczej nie i w tym przypadku jest tak samo. Po całym dniu/tygodniu przy garach najzwyczajniej w świecie nie mają już siły tego robić.

Co z dziećmi, kiedy my baby w szaleńczym wirze, gotujemy obiady na kilka dni w przód ? Tego dnia pomysłów było kilka, zaczęło się od wspólnego II śniadania, skończyło na wspólnym malowaniu. Dalsza część dnia to już czyste szaleństwo!


Przy tym temacie w ogóle pojawia się ciekawe zjawisko. Kiedy wejdziesz na kuchnie [Jego kuchnię – przypadek red.;)] w pracy, wszystko błyszczy się jak…, ale już w domu działa jakaś magiczna siła, która każe wierzyć naszym facetom, że tu wszystko samo się posprząta. Nie rozgryzłyśmy jeszcze, jak to działa.

Kiedy organizujemy większą imprezę, wtedy w naszej kuchni króluje samiec alfa. Przy sytuacji, w której zdarza się 100, 200 gości na raz, czym jest przygotowanie uroczystego obiadu lub fancy przekąsek dla 15 osób? Wtedy My jako żony czujemy się jak wybranki  losu, nie stoisz od rana przy garach, tylko masz czas na ogarnięcie dziecka, swojego outfitu na wieczór i wypicie kawy z widokiem na kręcącego się po kuchni ukochanego.

Cudownie jest się też obudzić i mieć pod nosem pyszne śniadanie, które można razem zjeść i to akurat w każdy weekend się udaje. Przypominam, że nasi mężowie zaczynają prace dużo później, niż statystyczny Polak. Są więc w tym wszystkim cudne momenty, których każda klasyczna Pani domu może nam pozazdrościć.

M.


Krok po kroczku…idą święta

Od pewnego momentu w moim życiu, kiedy zabrakło przy stole wigilijnym, jednej z najważniejszych dla mnie osób, Święta nie były dla mnie specjalnie magiczne. Wszystko zmieniło się, kiedy pojawiła się Ona, Maja. Moja wymarzona córka. Kiedy zostaje się rodzicem wszystko się zmienia. U mnie zmieniło się również podejście do „przeżywania świąt”. Wigilijna kolacja, prezenty, przedświąteczny klimat, strojenie domu, nawet znienawidzone przeze mnie piosenki świąteczne ( pracując w miejscu gdzie muzyka towarzyszy Tobie cały dzień, uwierz, że można mieć dość już w połowie grudnia 🙂 ) nabierają innego wymiaru. 

Chce mi się z tego wszystkiego cieszyć bo widzę jaką to jej sprawia frajdę. I choć Maja jest jeszcze w takim wieku, że nie rozumie w pełni wszystkiego co się dzieje, chcę w niej zaszczepić miłość do przedświątecznych przygotowań, po to by w przyszłości czerpała z tego same miłe doznania. Bo przecież każdy powód jest dobry, do radości, zabawy i świętowania. Świętujcie więc już teraz, bo  ten czas oczekiwania jest chyba najfajniejszy 🙂  

My w tym roku ubraliśmy choinkę już 2 grudnia. I nie, nie dlatego, że aż tak zwariowałam na punkcie Świąt, ale dlatego że to prawdopodobnie jedyny weekend, kiedy gastromąż miał wolne i mogliśmy to zrobić razem. 
Maja przy tej czynności wiodła prym i po przystrojeniu choinki z prawdziwą radością, krzyknęła: „jeszcze raz!”. Trochę zajęło mi tłumaczenie, że następny raz będzie za rok, ale dałam radę 😉

Jak Cię kocham, to Ty śpisz.

Codziennie stajemy przed wyborem: czy położyć się razem z dzieckiem o 21.00 i się wyspać, czy poczekać, aż mąż wróci z pracy i zamienić choć kilka zdań na temat tego,  jak nam minął dzień.

Specyfika pracy w gastronomii jaka jest każdy wie, tak mi się przynajmniej wydaje. Jeżeli nie wiecie , to chętnie przybliżę kulisy rozkładu jazdy tego fascynującego zawodu.

Nienormowany czas pracy to standard, oznacza to, że nasi wybrankowie serc nie pracują od 8 do 16, nie mają wolnych weekendów, a nawet świąt. Pracują do późnych godzin wieczornych, fizycznie, w trudnych warunkach. Zawsze kiedy o tym mówię, nachodzi mnie myśl, że gdybym sama nie siedziała w tym kilka dobrych lat, to nie byłabym w stanie znieść „drugiej miłości” mojego męża. Nie byłabym w stanie zrozumieć poświęcenia, tego, że często weekendy spędzam jedynie w towarzystwie córki ( chyba, że radzę sobie inaczej, o tym kiedy indziej), że zaplanowanie wyjazdu jest szczytem umiejętności logistycznych.

Zakładając rodzinę z kucharzem, musisz zgodzić się na kilka rzeczy: samotność to jedna z nich, prawdopodobnie najgorsza. Bo kiedy „normalne” małżeństwa spędzają razem popołudnia lub chociaż wieczory, weekendy, my jesteśmy zdane same na siebie. Są momenty, kiedy to boli, wystarczy wyjść w letni weekend do pobliskiego parku, gdzie na każdym kroku widać szczęśliwe dzieci, bo w końcu mają rodziców dla siebie.  My też mamy takie dni oczywiście, tylko odbywa się to w zupełnie innym trybie, nie ma tej cykliczności, tego poczucia: o piąteczek, zaczynamy razem weekend! Hurra!

Łatwo nie jest, świadomie się na to decydujesz. Tak samo jak na to, że nigdy nie będziesz klasyczną panią domu ( mi to akurat pasuje :)), że wasze weekendy częściej wypadają w poniedziałki i wtorki,  że musisz wspiąć się na wyżyny organizacji swojego czasu i że już zawsze będziesz postawiona przed wyborem, iść spać czy spędzić z ukochanym więcej czasu niż 5 minut rano.

M.

 

 

Jeśli ktoś myśli o związku z Szefem kuchni/ kucharzem…niech przestanie;) a na serio: najpierw niech pomyśli o sobie.
Czy lubi swoje towarzystwo, czy chociaż trochę lubi być sam. Czy może na sobie polegać, czy wiele rzeczy może zrobić sam lub w towarzystwie dzieci? Gastronomiczne godziny pracy są niestandardowe, a czasem astronomiczne.
Jest jednak ich dobra strona. Można rękoma męża wykonać od rana czynności, które w popołudniowych porach pochłaniają więcej czasu przez korki i kolejki, typu zakupy w markecie, szybki wypad po te konkretne spodnie, poczta – zwłaszcza, że na niej zawsze są kolejki. Można też z chorym potomkiem zostawić w domu męża i pójść do swojej „do 16” pracy, a potem się zmienić. Co prawda nie można liczyć na takie rozwiązanie zawsze, ale bez babć i dziadków w pobliżu każdy taki dzień może uratować sytuację. Zdarzało nam się przejść przez niejedno przeziębienie w taki sposób, nie biorąc urlopu. Tęsknota jednak jest jeszcze większa, wtedy mijamy się zupełnie. jakby powiedziała M: coś za coś, ale o tym kiedyś;)
A.
Jeżeli dochodzisz do wniosku, że lubisz czasem być sama, to śmiało wiąż się z „gastroświrem”. Masz wtedy w gratisie kilka wieczorów dla siebie. Propozycje? Ależ proszę: czerwone wino i Netflix, stos książek wiernie czekających na sypialnianym stoliku, domowe spa, gorąca kąpiel przy świecach.  Wszystko w zasięgu ręki, ważne, żeby ten czas umiejętnie wykorzystywać.

Hello world !

Zacznę od tego, że mój mąż ma już żonę. Miał Ją, zanim został moim mężem. I będzie z Nią na dobre i złe. Pierwszą żoną i miłością mojego męża jest kuchnia profesjonalna.

Związek ten z założenia nierozerwalny kładzie się cieniem na inne związki. Kto ma znajomego z tzw.gastro wie, jak trudno umówić się z nim do kina czy na inne planowane wyjście i niech nie będzie to piwo po pracy. Kto ma partnera w gastro wie, jak silnie kocha on obie swoje żony i jak balansuje pomiędzy nimi, żeby żadnej nie zaniedbać. Celowo nie piszę „żeby każdą zadowolić”.

Ten blog nie powstał z niechęci do naszych mężów, raczej z miłości. Bo czy nie odruchem miłości jest szczerość i otwartość na to, jakie wyzwanie przyniesie nowy dzień, jakie „nie wyjdę jednak szybciej, rezerwacja”przyniesie nowy wieczór? Czy nie miłością jest autoterapia w postaci oddalenia od siebie żali zamiast oddalenia się od męża? Piszemy bloga zamiast pisać pozwy rozwodowe;) Chcemy się pośmiać i serdecznie pokpić z absurdów, które często niesie życie z kucharzem.

Jeśli nasze doświadczenia są Ci bliskie, jeśli ktoś Tobie bliski jest chory na „gastro forever”, my możemy być Twoją grupą wsparcia, odwiedzaj nas i pisz do nas.

Bądź  z nami też jeżeli po prostu zainteresuje Cię o czym tu piszemy. Będzie nam miło.